niedziela, 6 marca 2016

Jarmark Kaziukowy w Wilnie


        Jak co roku na starówkę ciągną tłumy  mieszkańców i gości miasta . Od 4 marca  trwa tradycyjny, znany już szeroko poza naszym krajem  " Kaziukowy Jarmark".  Wilnianie mówią na jarmark - "Kaziuki".
W dokumentach historycznych o kiermaszu wileńskim wspomina się przed czterystu laty. Obecnie jest to trzydniowa impreza, która nawet gościnnie przenosi się do niektórych polskich miast, gdzie jest niemało kresowiaków. 

     
        Dzisiaj mimo dość zimnej pogody na zakończenie jarmarku zebrało sie bardzo dużo ludzi. Oprócz wilnian było sporo turystów, często  rozbrzmiewała też polska mowa, oraz były nawet polskie stragany.
      Nie wszyscy przychodzą na zakupy. Wielka część publiki idzie po prostu pogapić się, oddać sie tej świątecznej atmosferze, pochodzić między stoiskami z różnymi często "dziwacznymi" wyrobami miejscowych i przyjezdnych mistrzów.
   Chcę przekazać tą niecodzienną atmosferę miasta poprzez zdjęcia. Ponieważ  było bardzo dużo emocji,  i aby nie pogubić się wśród nich, postanowiłam rozdzielić zdjęcia na trzy grupy: "Stragany i stoiska", "Ludzie", "Palmy".


Stragany i stoiska




  





 
 






Ludzie
                 Najmilszym akcentem jarmarku  były uśmiechnięte twarze odwiedzających. Aż dziwnie, że wśród tylu ludzi nie było widać zgorzkniałych min, ani nie było  słychać  narzekań. Więc- jarmarki muszą być.


 

 
                                      




  
Palmy



   Oczywiście jak zawsze, tego roku też królową  na jarmarku była palma. Nie ma obojętnych, jak ktoś nie kupuje to z zachwytem ogląda. Palma jest wizytówką, symbolem Wileńszczyzny. Wykonuje się je  z zasuszonych traw i kwiatów w kilku wioskach podwileńskich.  Palmiarki z Wileńszczyzny niejednokrotnie  na wystawach międzynarodowych wystawiały swoje dzieła.








                                                                                             





Chyba wielu przekonałam, że zwiedzać Wilno warto w marcu ze względu na "Kaziuki".
Pozdrawiam wszystkich  -Honorata














5 komentarzy:

  1. mnie tam przekonywać nie trzeba :) chętnie bym odwiedziła to piękne miasto jeszcze raz, nawet plany na ten rok były ale w sierpniu mam ślub syna i wyjazd musi poczekać niestety ;)
    Trzy stoika wpadły mi w oko 1 - miodowe - 2. z dzierganym rękawiczkami i skarpetami - różnorodność ogromna - 3. słodkości - :)
    Palm takie ilości, wielkości i pomysłu nie widziałam u nas w jednym miejscu faktycznie nigdzie. Wileński chociaż słowiański język do łatwych chyba nie należy ;) próbowałam rozczytać te nazwy i .... nic ...nic nie kumam :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być litewski język... ale tu nie mam opcji edytuj i popraw :)

      Usuń
  2. Anno, liczą się chęci. Do Wilna się powraca. Świadczą o tym słowa Czesława Miłosza: "Nigdy od ciebie miasto". Napewno jeszcze odwiedzisz Wilno i kupisz len i palmy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała relacja z jarmarku! U nas też były "Kaziuki", ale nieco inne. Pod kościołem była lada-ławeczka, stali ludzie z Caritasu i sprzedawali pierniki. Dochód miał byc przeznaczony na studentów polskich ze Wschodu. Pierniki oczywiście kupiłam :) Ale takiej różnorodności nie mamy, niestety...
    Tak się zastanawiam, czy litewski to nie inna grupa języków, niż słowiański. Zaraz sobie sprawdzę :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. I już wiem! To język bałtosłowiański, mający mnóstwo archaizmów z języka staronordyjskiego - dlatego na myśl przyszedł mi język Wikingów.
    Jeszcze raz pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń