środa, 26 lipca 2017

Dużo książek-mało czasu

       W tym roku nasz wypoczynek urlopowy organizował się  bardzo spontanicznie. Kiedy zdecydowaliśmy już ostatecznie, że jednak jedziemy nad ciepłe morze, to w  pasującym nam termine nie mieliśmy wielkiego wyboru. A jednak powiodło się zarezerwować wyjazd do Chorwacji i  był to bardzo udany wypoczynek. Wszystko nam dopisało. Byliśmy zauroczeni jak czystym morzem, tak ładną miejscowością (2 km od miasteczka Novi Vinodolski) i wspaniałą kuchnią. Zostały przepiękne wspomnienia, no i zdjęcia oczywiście.










           Zatęskniłam już za "Środowym czytaniem " u Maknety i bardzo ucieszyłam się z dzisiejszego jej postu, w którym  Makneta  nawiązuje do dyskusji o recenzjach i opiniach. Naprawdę warto o tym podyskutować, bo teraz, kiedy mamy  tak dużo książek i tak mało czasu wolnego, zazwyczaj korzystamy z czyichś poleceń i opinii.
           Recenzja, według mnie, musi być napisana ręką fachowca, prawdziwego znawcy danej dziedziny, i musi zawierać logiczne uzasadnienia. Czy ja na przykład tego potrzebuję, kiedy sięgam po literaturę piekną?  Raczej nie. Po recenzję sięgam w wypadku literatury fachowej, kiedy muszę podnosić decyzje i dokonać wyboru (np. podręcznika) z posród kilku propozycji.
         No i zdarza się czasami, że po przeczytaniu książki  zostaje jakiś "niedosyt" i czuję, iż musi mi ktoś pomóc ją do końca "rozgryżć", i wówczas szukam recenzji, aby razem z autorem i recenzentem zgłębić tajniki napisanego.
         Opinie czytelników pomagają mi i w wyborze literatury i w układaniu planów czytelniczych na przyszłość. Śledzę czytających blogowiczów i bardzo często idę ich śladami. Oczywiście nie wszystkie opinie do mnie przemawiają. Poznałam szereg ludzi, którzy czytają podobne książki, podobnie odbierają, podobne mają spojrzenie na świat. Nie lubię, kiedy w opinii o książce jest przekazywana treść, bo to mi przeszkadza póżniej delektować się czytaniem. Czego czekam od opinii, które pilnie czytam przy wyborze literatury?  Chcę wiedzieć czym ta książka tak zachwyciła czytającego, czy to język autora, czy fabuła... Do jakiego czytelnika jest skierowana. Mile jest widziane porównywanie opisywanej ksiażki  do innych utworów danego autora. No i kiedy jeszcze opinia jest uzupełniona krótkim, ale trafnym cytatem z utworu, wówczas... zostaje nam tylko decyzja - "czytać, albo nie czytać "...
        Tak się rozpisałam szeroko na ten temat, że omal nie zapomniałam iż na wczasach przeczytałam dwie książki, o których chce się napisać.
        Elizabeth Strout "Mam na imię Lucy" - książka o kobiecie, którą trafia do szpitala i dzięki temu poznaje "prawdziwe" oblicza  otaczających ją ludzi.Widzimy  bardzo trudne relacje dorosłej córki z matką, która nie "potrafi" i nie chce mówić o miłości do swoich dzieci. Książka nie jest na jeden wieczór, bo bardzo wiele opisywanych sytuacji zmusza do głębokich przemysleń, szuka się odpowiedzi na pytanie -dlaczego jest własnie "tak". Raczej polecam tą książkę kobietom.
       Hosseini Khaled "Tysięc wspaniałych słońc". Ponieważ  byłam zauroczona jego książką " Chłopiec  z latawcem", więc druga ksiażka tegoż autora zastrzeżeń nie budziła i spodziewałam się dobrej lektury. Bardzo lirycznie, ciepło i z miłością opisuje autor swój kraj i jego mieszkańców. Czytając książkę razem z bohaterką idzie się  wśród wysokich traw, razem wchodzi się  do  jej małej  chatynki. Ze szczegółowych opisów poznajemy dania  kuchni afgańskiej, panujące tradycje i zwyczaje. Główym zaś motywem powieści jest los kobiety i żony. Czyta się jednym tchem. Polecam, no i znowu kobietom.
        Życzę wszystkim odnaleźć tą najciekawszą książkę na najblizsze dni. No i słonecznej pogody, bo u nas w Wilnie ciagle pada. 

czwartek, 6 lipca 2017

Latem się czyta...

     A więc mamy "Środy z książką", gdzie znowu możemy dyskutować o przeczytanej literaturze, podpatrywać co tam na półkach u koleżanek, no i zasięgnąć informacji -"warto czy niewarto"... Osobiście bardzo się cieszę z takiej akcji u Maknety, bo wiadomo, że często  po przeczytanej książce aż chce się krzyczeć "ludzie przeczytajcie", albo czasami subtelnie ponarzekać, że jesteśmy czymś przeczytanym rozczarowani.

       Dzisiaj piszę o książce, którą teraz czytam, czyli "Trucizna" Sary Poole. Wybrałam tą książkę w bibliotece, ponieważ akcja toczy się w Rzymie w czasie, kiedy o tron papieski walczy wszelkimi sposobami kardynał Rodrigo Borgia. Po przeczytaniu książki Mario Puzo " Rodzina Borgiów" byłam wstrząśnięta panującymi  w tej rodzinie zasadami :bez skrupułów eliminuje się rywali i wrogów, mordercze plany towarzyszą papieżowi przy wielu poczynaniach, tolerowane  kazirodcze związki i orgie... Nie do końca uwierzyłam...Wiem, że sam autor bardzo długo odkładał wydanie  książki i ostatecznie zdecydował się na to za dwa tygodnie przed śmiercią.  Toteż książka Sary Poole, w której opisuje się dzieje rodziny Borgiów i panujące na dworze kardynalskim obyczaje mnie zaciekawiła. No i chciałam dowiedzieć się, jak te dzieje opisuje kobieta.
       Oczywiście, czekały mnie wielkie niespodzianki.
    Francesca Giordano chce pomścić zabójstwo ojca, byłego truciciela na dworze kardynała Rodrigo Borgii. Niestety postać bardzo młodej dziewczyny, która zdobywa po śmierci ojca jego posadę na dworze kardynała,  jest dla mnie zbyt  nieprzekonywająca. Z uśmiechem na ustach czyta się o jej wybitnych zdolnościach i feministycznych nastrojach. Zaś córka Rodriga, Lukrecja Borgio, jest tu wścieleniem "aniołka". Mimo takiego rozczarowania fabułą powieści odnalazłam niemało cennej informacji. Autorka, jako kobieta,  potrafiła donieść do czytelnika atmosferę panującą w owe czasy czy na ulicach Rzymu, czy też  na uroczystościach, poprzez dokładne opisywnie szat bohaterów, ich zajęć, ilości towarzyszących sług. Również nieoczekiwanym środowiskiem, gdzie toczy się akcja powieści, okazało sie getto żydowskie ( Rzym- XV wiek!). Czytam, nie odkładam książki, ale po następne z tej serii, gdzie są opisane dalsze losy Francesci w najbliższym czasie nie sięgnę ( chociaż  nigdy nie mów "nigdy"). Powieść akurat na lato,kiedy można sobie pozwolić na coś "lżejszego"

       Ponieważ w czasie urlopu czasu jest na wszystko, więc doczekał się też sznurek " transformacji" w koszyk letni. Ładny, łagodny róż. Mam nadzieję, że właścicielka będzie zadowolona. Dziergało się  chętnie. Sesja zdjęciowa odbywała się w plenerze, więc i kilka roślinek z działki załapało się.











   Letnie pozdrowienia wszystkim czytającym przesyłam z Wilna.